Kiedy wiele lat temu Robert Kasprzycki śpiewał o niebie do wynajęcia – zapewne nie spodziewał się, że śpiewa o bibliotece. Nie przyszło mu też do głowy, że aby tam dotrzeć z Lublina wystarczą buty siedmiomilowe. Jeden krok i już czujemy się jak w siódmym niebie! Sprawdźcie, jak nie wierzycie!
Nasze Towarzystwo jednak ma nosa do miejsc i ludzi. Dlatego 20 marca 2026 r. na miejsce spotkania wyznaczono Zespół Szkolno-Przedszkolny nr 1 w Świdniku (SP nr 7). Tam właśnie koleżanki Anna Wiśniewska i Katarzyna Olejnik zaplanowały dla nas przepełnione szczęściem warsztaty wiosenno-wielkanocne.
Nazwa „Biblioteka w 7 Niebie” niesie w sobie wielką obietnicę. Jeśli ktokolwiek pojechał tam choćby z minimalną dozą sceptycyzmu niezwykle szybko przekonał się, że jest to naprawdę boskie miejsce. Ciekawe rozwiązania architektoniczne – kolumny, z jednej strony wymuszają podział przestrzeni, a z drugiej go porządkują i uatrakcyjniają. Ale też pracujące tam nauczycielki bibliotekarki mają ogromne wyczucie stylu i smaku.
Zgromadziliśmy się przy wspólnym stole. Od razu zrobiło się jeszcze bardziej rodzinnie. Część z nas podejrzliwie patrzyła na rozłożone na stole różowe kłębki włóczki. Na szczęście okazało się, że są też inne kolory.
Kiedy już gospodynie nakarmiły nas przepysznymi ciastkami i napoiły kawą i herbatą – opowiedziały nam o swoich działaniach. Wiemy wszyscy, jak takie opowieści wyglądają – zawsze jest to kopalnia inspiracji i nowych pomysłów. Tym razem też tak było. „Czy mogę wykorzystać ten pomysł?”, „ o rany, jak ci się udaje namówić do tego dzieci?”, „czy myślisz, że to się uda ze starszymi?” – takie i inne pytania mknęły po sali i pewnie gadalibyśmy tak do świąt, ale czekały nas jeszcze warsztaty!
Niektórzy, gdy zobaczyli, że mamy wybrać kolor włóczki i do tego manipulować szydełkiem, podjęli próbę odwrócenia uwagi gospodyń, ucieczki w książki i podziwianie dekoracji. Ale nasze koleżanki z anielską cierpliwością – jak przystoi siódmoniebiańskiej ekipie – wyjaśniały nam, pokazywały i wręcz prowadziły za rękę i szydełko tak długo, aż nawet najbardziej zatwardziałe szydełkonieroby pojęły, co mają robić.
Powstały wieńce na wielkanocny stół lub ścianę, ozdobione kwiatami, baziami i innymi elementami. Efekty przerosły nasze oczekiwania. Naprawdę. To był prawdziwy podniebny arteterapeutyczny cud wielkanocny. I ja tam byłam, i wianek zrobiłam, ciastkami się posiliłam i nic dla tych, co nie przyszli nie zostawiłam. Bo kto na nasze spotkania nie przychodzi, ten sam sobie szkodzi!
Ewa Ziembowicz, sekretarzyni Oddziału




































